poniedziałek, 24 maja 2010

Lekkostrawne czytadełko

"Rury" Etgara Kereta to taki jakby concept album. Miniaturowe opowiadania, czasem zaledwie na kilka zdań, kojarzą się z popowymi piosenkami (gdzie tytułowe Rury są singlem), których słuchamy dla czystej rozrywki. Ale jest to pop dobry, może nie wyryje w duszy głębokich bruzd przeżywania czegokolwiek, ale (trzymając się wciąż muzycznego porównania) miłośnicy opery nie będą zniesmaczeni.


Wspomniałem, że można tą książkę określić concept albumem – owszem. Wszystkim tekstom towarzyszy ten sam, specyficzny sposób odczuwania. Większość nawiązuje do rodzimej kultury autora, który pochodzi z Izraela. Najczęściej powtarzający się schemat to ukazanie zwykłej, prozaicznej sytuacji (często jakiejś relacji międzyludzkiej) w taki sposób, by na drugim planie przekazywała głębszą myśl. Podoba mi się to, lubię czytać o rzeczach znajomych, takich blisko gleby, blisko człowieka.


Forma króciutkich tekstów jest jak najbardziej pomyślna. Miło jest wrzucić na ząb takie lekkostrawne czytadełko zaraz przed snem. Kiedy jeszcze trzeba się zmęczyć, by dopiero zasnąć. Posmak Kafkowskiej ciasnoty w pisarstwie Etgara tym bardziej sprawdza się w tej klaustrofobicznej formie.


Podsumowując, Rury to coś nowego. Gładko wchodzi i wszystkie rozmiękłe duszyczki łaknące poważnej i głębokiej prozy – precz. Z pięćdziesięciu opowiadań w zbiorze zaznaczyłem zaledwie kilka, które, że tak powiem, mają w sobie coś więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz