wtorek, 25 maja 2010

Ciacho (2010)

Kilka lat temu tak, ni z tego, ni z owego, na ekrany kin wszedł polski film "Pitbull". Bez specjalnej reklamy, bez gwiazdorskiej obsady, a jednak zjednał sobie rzeszę widzów. Młody reżyser, Patryk Vega, pokazał, że nawet w naszym kraju można zrobić porządne kino policyjne nawiązujące do takich klasyków filmu światowego, jak chociażby Michael Mann. Więcej - film był na tyle dobry, że jego adaptacja serialowa, jako jedyna ze wszystkich sygnowanych logiem Telewizji (tfu, tfu) Publicznej SA doczekała się drugiego sezonu.

I tak Patryk stwierdził, że Pana Boga za nogi złapał i po poważnym thrillerze ma dyspensę na robienie czegokolwiek dusza zapragnie. Przeniósł się pod opiekuńcze skrzydła TVN i zmajstrował im serialik. Taki malutki - sensacyjny, silnie inspirowany przygodami agenta 007 (tak silnie, że klip otwierający każdy z odcinków Vega podprowadził prawie w całości Campbellowi z "007 Cassino Royale"). Twór ten, o wdzięcznej nazwie "Twarzą w twarz" był to marny, na tyle, że piszący te słowa wytrzymał dawkę dwóch odcinków i uciekł z pola bitwy (a i telewizyjna publiczność serwowanego przez Vegę kitu nie zaaprobowała i, jak się
okazało, seria pierwsza przygód pana Małaszyńskiego okazała się być ostatnią.

Patryk chyba stwierdził, że skoro zrobił już dwa, bądź co bądź, filmy akcji, to czas spróbować swych sił w tym, w czym polscy filmowcy są (a raczej byli za PRLu) najlepsi. I tak powstało "Ciacho" dumnie mieniące się "prawdziwą komedią" (jak rozumiem w przeciwieństwie do całej rzeszy tych nieprawdziwych i zupełnie nieśmiesznych). Oliwy do ognia dodała znakomita obsada: Karolak, Sapryk, Żak, Liszowska, wspomniany Małaszyński, Stenka, Kot - z takimi nazwiskami może wyjść albo kino pamiętne, albo katastrofa.

Zgadnijcie... Macie binarny wybór. Proszę...

Bohaterami filmu są trzej bracia - ginekolog z niespełnionymi fantazjami erotycznymi, informatyk z syndromem braku jajec i odrzucony kandydat na antyterrorystę z wrodzonym debilizmem. Ich zadaniem jest oczyszczenie z zarzutów siostry - policjantki oskarżonej o współpracę z kokainową mafią...

I może by i coś z tego było, bo Vega "Pitbullem" pokazał, że realia pracy policyjnej nie są mu obce, a rodzimej komedii sensacyjnej na miarę amerykańskiej "Zabójczej broni" jeszcze się nie doczekaliśmy. Tylko co z tego? Reżyser uznał, że jak się wzorować to na... ...innych zawiedzionych nadziejach polskiego kina i za ideał, do którego będzie dążył obrał sobie "Job" Niewolskiego. Tak, mili państwo - "Ciacho" to po prostu ciąg starych kawałów doprawiony dla niepoznaki jakąś tam fabułą. Oj, dowcipów z dziesięcioletnim stażem uświadczymy w tej "prawdziwej komedii" naprawdę sporo - jest i o tym, że w saunie się nie załatwia potrzeb fizjologicznych i o komendancie policji, co się zaśmiewał do łez przy paleniu plantacji marihuany i o ginekologu, co "dziś do pań nie zajrzy". Normalnie boki zrywać. Najlepiej wyrwać sobie razem z mózgiem, seans będzie mniej bolesny.

Żeby w cyrku było weselej, epizod w "filmie" ma także Kononowicz - znany białostocki kandydat na Prezydenta RP. Epizod sprowadza się do jednego, wybełkotanego (improwizowanego!) monologu z kilkoma chaotycznymi cięciami obrazu (pewnie za dużo wpadek). Twórcy filmu chyba stwierdzili, że nic tak nie podnosi walorów humorystycznych komedii, jak naśmiewanie się z upośledzonego psychicznie.

Na osobne potraktowanie zasługuje muzyka, a raczej piosenki użyte w filmie, bo "Ciacho", jak na "prawdziwą komedię" przystało nie dysponuje oryginalną ścieżką dźwiękową (bo toć przecież nieśmieszne by było). Pełen przegląd "hitów z satelity" a raczej z Radia ZET, czy innego RFNu. Pojawiają się co chwila, mają guzik wspólnego z tym, co się dzieje nad ekranem (pierwszy z brzegu przykład: "Hey, Hi, Hello" Shaun Baker posłużył za ilustrację do... ...faceta tarzającego się w psich odchodach, a "YMCA" Village People do wieńczącego film wesela.

Ja tego naprawdę nie zmyślam.

Zatem droga młodzieży (bo film ewidentnie skierowany jest do was, co byście jeszcze bardziej zdurnieli), jeżeli chcecie obejrzeć dwugodzinny maraton odgrzewanych dowcipów przeplatany fascynującymi tekstami (i obrazkami) o kupie i seksie analnym - zapraszam do kina!

Film promowała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Kolejny powód, by odpuścić sobie Przystanek Woodstock.

2 komentarze: